- piątek, 3 października 2008 - 13:33:26 - Dla Klaudyny - 2 -
Pyłem księżycowym być na twoich stopach
wiatrem przy twej wstążce,
mlekiem w twoim kubku,
papierosem u ustach,
ścieżką pośród chabrów,
ławką, gdzie spoczywasz,
książką którą czytasz.

Przeszyć cię jak nitką,
otoczyć jest przestwór
być porami roku dla
twych drogich oczy
i ogniem w kominku
i dachem, co chroni
przed deszczem.


Klaudyno tak bardzo Cię kocham.... Wybacz że napisałem tylko tyle...
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- środa, 28 maja 2008 - 21:05:02 - ,,, - 5 -
Coś na złość, coś na dość raz jeszcze weźmiesz nim"

Coś na złość, coś na smutek... co można by było zażyć gdy lek który znam, trucizną przecież jest??? Zatruć się i pigmejem później być? Zostać zjedzonym bo za człowieka nie uznają cię? Zwykłe mięso, stworzenie które tak jak tu biegnący nieopodal pies bywa przysmakiem a dla jednym ratunkiem, przyjacielem.. Gdzieś tam jesteś ojcem, szamanem, wojownikiem, kochankiem, synem, a parę chwil później już tylko celem, ofiarą myśliwego który w tobie tylko posiłek widzi... Uciekasz. Biegniesz co sił bo przecież po coś żyjesz.. Dopali Cię, już wiesz to KONIEC..

"Obiecasz, że już skończysz z tym
Coś na nie, coś na źle tak by odnaleźć się
I tylko tyle ci się chce"

Ten ostatni raz, wziąć ten lek, tak już później nie... jeszcze dziś raz jeszcze poczuć chce spokój.. Ile razy obiecałem sobie że to ten jest tym ostatnim? Za dużo... Chcę teraz tylko w sobie sam znaleźć to co moje we mnie, to co sam stworzyłem, co sam wierzyłem. Czy jest takie coś?? Widzę wszystko na nie, ależ takie to prawdziwe wydaje mi się być, los zadrwił ale przecież losu nie ma. Nie on zadrwił, nie on zawrócił mnie ze ścieżki którą szedłem. Nie los lecz ja SAM.

"Ja wiem - nie będzie łatwo poczuć, że się żyje
Może jednak warto nie poddawać się"

Czy łatwo poczuć że się żyję? Nie o proste oddychanie tu przecież chodzi. Czy łatwo uśmiechnąć się i wydrzeć z mroku parę jasnych chwil? Uwierzyłem w słowa i teraz gdy czynów niesionych tym słowem brak czuję się tak. Po co to wszystko? Słowa usłyszałem, dobrze gdzieś tam powinienem je zakodować, niech gdzieś w podświadomości sobie są i normalnie żyć. Same kiedyś przyjdą. Lubie przecież NIESPODZIANKI.

"Masz siłę, masz wiarę - raz jeszcze pozbieraj się
Nie żyjesz za karę, nie-e...
Masz wiarę, masz siłę - choć siebie czasami dość
Twe serce znów bije, choć..."

Czy mam siłę? Pozbierać się po raz kolejny. Który to już? Nie liczę, po co serce zatruwać tymi bezsensownymi danymi? Liczby, głupi matematyczny wymysł... Nie żyje za karę.. a może właśnie tak? Karma którą teraz mam kiedyś zapewne sam wysłałem kiedyś w kierunku kogoś kto tak jak ja dziś mógł napisać słowa te. Może któreś z moich decyzji które podjąłem w życiu tym teraz spowodowały czyjeś łzy. 23-05 i odpowiedni rok...; zbitek cyfr a a gdy widzę je automatycznie pojawiają się łzy... Po co??? To tylko był wtorek, zwyczajny dzień majowy w którym stało to co się stać kiedyś musiało. Nazywam się idealistą a gdzie teraz są, no gdzie są te IDEE..



"Tak jak ty podłych dni ciągle za dużo mam
Użalam się nad sobą sam
Nudzę się, jem i śpię i ciągle patrzę wstecz
Lecz nie dam się zamienić w rzecz"

Podłe dni... podłe, nazywać mogę je jak chce, wrzucać do jednego worka wszystko to co teraz dzieje się i przypisywać im takie brzmienie. Użalać sie nad sobą, to zawsze wychodziło mi najlepiej, pisać takie wpisy jak te. W przestrzeni wypełnionej wiatrem sam teraz rozbijam się. Wspomnienia jedynym słuszną rzeczywistością wydają się, chcę wzbić się w przestworza, ale sam sobie rozrywam skrzydła. Gdzieś tam w sobie niosę wiarę, a sam tworzę ateistyczną wizję w której tylko i wyłącznie ból i cierpienie. Wiem co i jak ze mną nie tak jest ale co do jednego miałaś rację. Nie wiem jak z tym walczyć, gardzisz słowami gdy ja mówię że to jest to co dla mnie jedyne słuszne jest, że to jest ta miłość karmiczna która na zawsze we mnie jest i będzie. Przestrzeń i powietrze nieograniczone, a tak zamykają mnie, w swym uścisku którym ja sam kieruje. WYZWOLIĆ SIĘ!!!
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- piątek, 22 lutego 2008 - 01:02:45 - Dla Klaudyny.... - 8 -
Notka ta powstała dwa dni temu i ten czas spędziła w próżni, nie wiem dlaczego dziś nie przelana. Raz na drodze dla tych słów stał niedziałający internet, dziś szukanie czegoś o Słowianach... Ale ja nie o tym chciałem pisać.
To było przecież niedawno tak

Kocham Cię tak jak kiedy w deszczu na przystanku mieliśmy się całować
Kocham Cię tak jak gdy na okno ucieczką musiałem się salwować
Kocham Cię tak jak kiedy okna u kreatury myć mieliśmy
Kocham Cię tak jak gdy pierwszy raz w domu Twoich rodziców zostaliśmy


Dzień ten który już na zawsze zapamiętam. Który pokazał nam jacy jesteśmy naprawdę, nie bacząc dni gdy nerwy i hormony psują nam atmosferę. Nie zapamiętam tego dnia ze względu na kąpiel, niewątpliwie zmysłową i niesamowicie radosną i pełną relaksu i odprężenia. To były upojne i radosne chwile ale to nie one wbiły się w moją serce i głowę i zostawiły po sobie nie do zdarcia ślad. Ten dzień przepełniony był tyloma chwilami gdy czułem się jak gdyby to był już czas po naszym ślubie i mieszkaliśmy sobie w naszym domku. Byliśmy sami, tylko my. W twoim domu, oddani tylko sobie, nie przeszkadzano nam, nikt niczego od nas nie chciał. Tak jak chcieliśmy, tak jak kiedyś przeżywaliśmy w Warszawie. Dni gdy było tylko cztery ściany i My. Zajęci swoimi sprawami i mający świat na zewnątrz tak jak Nosowska w piosence prawdzie powiedziawszy gdzieś.

To było przecież niedawno tak
To było przecież niedawno jak
Jak okiem sięgnąć zmienił się świat
To było przecież niedawno tak

Kocham Cię, a miłością swoją mógłbym wypełnić cały świat
Kocham Cię, a miłością swoją mógłbym nakarmić wszystkich Was
Kocham Cię, a miłością swoją mógłbym poruszyć z posad niebo
Kocham Cię, a miłością swoją rozpalę pożar gdzie potrzeba

Uświadomił mi ten dzień, jak bardzo potrzebujemy własnego mieszkania, bez współlokatorów, tylko dla nas samych. Późniejsze wydarzenia tylko umocniły mnie w tym przekonaniu. Nasza miłość, nasz związek potrzebuje własnego gniazdka gdzie by mogła wybuchać radością i rozwijać sie harmonicznie. Ja wierze że tak będzie. Klaudyna kocham Cię, wiem że dziś masz prawo mnie nienawidzić. Wszystko zepsułem, a mimo że sam prosiłem aby nie zniszczyć atmosfery tamtego dnia. Wiem że przeżywasz ciężki okres i moja wyrozumiałość powinna być wielka. Starałem się dziś abyś była zadowolona.. Ja mimo problemów z rodziną chciałem dla Ciebie być Twoim księciem. Pokazać ci że nie marnuje dni gdy Cię nie ma a ja siedzę w domu... Nie udało mi sie, moja nerwica i moja głupota wygrały. Wierze że jednak wybaczysz mi to wszystko. Kocham Cię i PRZEPRASZAM!!!! Tylko tyle chce jeszcze dodać. PRZEPRASZAM!!!


To było przecież niedawno tak
To było przecież niedawno jak
Jak okiem sięgnąć zmienił się świat
To było przecież niedawno tak

Kocham Cię, a miłością swoją mógłbym wypełnić cały świat
Kocham Cię, a miłością swoją mógłbym nakarmić wszystkich Was
Kocham Cię, a miłością swoją mógłbym poruszyć z posad niebo
Kocham Cię, a miłością swoją rozpalę pożar gdzie potrzeba

To było przecież niedawno tak
To było przecież niedawno jak
Jak okiem sięgnąć zmienił się świat
To było przecież niedawno tak

Kocham Cię, a miłością swoją mógłbym wypełnić cały świat
Kocham Cię, a miłością swoją mógłbym nakarmić wszystkich Was
Kocham Cię, a miłością swoją mógłbym poruszyć z posad niebo
Kocham Cię, a miłością swoją rozpalę pożar gdzie potrzeba
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- poniedziałek, 7 stycznia 2008 - 17:29:24 - Streszczenie i recenzja artykułu Wacława Branickiego pt. "Tożsamość osobowa wobec wirtualności" - 13 -
W artykule tym opisane są relacje pomiędzy tożsamością osobową a „światem” stworzonym przez ludzi za pomocą komputera i sieci internetowej. Praca wyjąwszy krótki wstęp i zakończenie składa się z trzy punktowego rozwinięcia w którym kolejno od definiowania podstawowych pojęć, przechodzimy przez różne teorie osobowości aż do samego meritum problematyki. Teraz pokrótce streszczę kolejne podpunkty pracy.

Kategoria tożsamości osobowej
Na rozumienie kategorii tożsamości osobowej pozwala zdefiniowanie takich pojęć jak „istota” i „istnienie”. „Istotą” możemy nazwać coś, co jesteśmy w stanie określić gatunkowo. Zarazem możemy stwierdzić, co danej „istocie” należy odebrać, ażeby stała się czymś innym lub przestała istnieć w ogóle. Tylko coś, co jest „istotą”, można określić w czasie. Według Arystotelesa istotą każdej rzeczy jest ta jej część, która jest właściwa tylko dla niej; byt nie może być bytem, jeśli nie składa się z jakiejś „istoty”. By oddzielić istotę ogólną od istoty konkretnej (od „jednostkowej substancji”), potrzebne jest zdefiniowanie „istnienia” oraz określenie różnicy pomiędzy nim a „istotą”. Według św. Tomasza z Akwinu to, co definiuje „istotę”, to akt istnienia. „Istota” istniejąca jest już czymś indywidualnym (podstawowym rodzajem tożsamości), jednakże to „istota” wywołuje „istnienie”, nie na odwrót (z tego wynika, że „istnienie” jest czymś poza istotą, a nie jej częścią składową).
Byt (in. osoba, byt osobowy) jest połączeniem „istoty” i „istnienia” (jest indywidualny); jest on szczególnym rodzajem tożsamości. Według klasycznego ujęcia, specyficzną cechą bytu osobowego jest rozumność. Rozumność jest podstawą woli, ponieważ pozwala dostrzegać możliwości. Psychika ludzka, sfera świadomości oraz pamięci – są to aspekty tożsamości osobowej, poprzez które się ona manifestuje (możliwe dzięki cesze rozumności).

Kulturowe znaczenie tożsamości
Socjolog nurtu postmodernistycznego, Zygmunt Bauman, wprowadził dwupodział filozoficznego rozumienia tożsamości: według pierwszej kategorii każdemu właściwa jest „istota człowieka”, którą ludzie za pomocą rozumu przez całe życie odkrywają, mogąc w tenże sposób pojąć swoją tożsamość (według Baumana nie może być ona wówczas indywidualna; przedstawicielami tego poglądu mają być Kartezjusz, Kant i filozofowie francuskiego oświecenia); według drugiej – tożsamość stwarzana jest od samych podstaw poprzez dokonywanie różnorakich wyborów (przedstawicielami takiego sposobu myślenia mają być Nietzsche, Heidegger i Sartre).
Według autora tekstu, wirtualność i media są częścią kultury, toteż mogą wpływać jedynie na kulturową sferę tożsamości człowieka.
Kulturowa tożsamość człowieka, podług teorii Gordona Mathewsa, dzieli się na trzy poziomy. Pierwszym, podstawowym, jest poziom oczywistości – wiąże się on z poza-świadomymi warunkami pojmowania świata i siebie: m.in. językiem, w którym się myśli. Drugi poziom obejmuje reguły społeczne i instytucjonalne, czyli zasady, które ogólnie należy przestrzegać. Trzeci poziom to „supermarket kultury”, w którym ego „wybiera” sobie odpowiadającą mu religię, światopogląd i wszystko, co wiąże się z gustem i indywidualizmem. Branicki ocenia ten podział jako dotyczący w głównej mierze jedynie psychicznej sfery osobowości.
Wedle modelu poznawczego, opisującego działanie psychiki, podstawą jej funkcjonowania są przekonania kluczowe (przez Judith Beck określane jako globalne, ogólnikowe i sztywne), analogicznie do poziomu oczywistości – nieświadome. Kolejnym stopniem są przekonania pośredniczące (postawy, zasady, oczekiwania, założenia) – schematy poznawcze, konkretniejsze od przekonań kluczowych, pozwalające na dokładniejsze zbadanie dróg, jakimi przebiegają działania człowieka; analogia do drugiego poziomu kulturowej tożsamości ma związek z oddziaływaniem norm i relacji społecznych. Ostatni stopień to myśli automatyczne, wyrażające przekonania, a więc to, na co ogromny wpływ mają „zdobycze” z „supermarketu kultury”.
Tożsamość człowieka, przedstawiona na podstawie modelu poznawczego i kulturowego, ma być skutkiem interakcji społecznych; ograniczona jest ona do roli odgrywanej w owych interakcjach.

Tożsamość osobowa wobec wirtualności
Według Piotra Sitarskiego, wirtualność to sztuczna rzeczywistość powstała w wyniku relacji między człowiekiem i komputerem lub stworzona przez same komputery. Wirtualność można rozumieć również jako efekt kreacji umysłowej; wówczas nie ma zależności pomiędzy nią (wirtualnością) a maszyną. Branicki omawia wirtualność wytworzoną przez komputer oraz stosunek człowieka do niej.
Ważnymi aspektami wirtualności są: możliwość komunikacji pomiędzy użytkownikami Internetu i traktowanie sieci nie tylko jako źródła informacji, ale także jako „miejsca” życia i przepływu czasu jego trwania. Świat wirtualny może oddziaływać na wszystkie trzy poziomy tożsamości kulturowej – nawet na poziom oczywistości. Oddziałuje na niego „język wirtualności” – według Jeana Baudrillarda polega on na hiperrzeczywistości, to jest: zastąpieniu realnej rzeczywistości znakami i obrazami.
Branicki stwierdza, że wirtualność może zakłócać prawidłowe rozumienie „istoty” i „istnienia”; niefizyczność tego „świata”, możność nieograniczonego kreowania i niszczenia „internetowych tożsamości” – te czynniki wpływają na rozumienie samoistności, a poprzez to – rozumności bytu. Zmianie ulec może również zdolność adekwatnego ujmowania rzeczywistości przez myśli (ze względu na zastępowanie jej znakami odwołującymi się do innych znaków lub obrazów).
Na drugi poziom tożsamości kulturowej oddziaływać wirtualność może ze względu na tworzenie przez jej użytkowników wirtualnych społeczności; w przeciwieństwie do świata realnego, tutaj role, jakie można odgrywać, da się zmieniać równie nieograniczenie co „internetowe tożsamości”. Takie zwielokrotnienie – zdaniem Branickiego – prowadzi do utrwalenia człowieka w błędnym przekonaniu, jakoby tożsamość polegała jedynie na odgrywanej roli. Niewyznaczanie tożsamości społecznej przez tradycję prowadzi do ograniczenia doświadczania własnej tożsamości jako aktu rozumnego istnienia.
Według Władysława Stróżewskiego, sprowadzanie tożsamości do spełnianej roli to odejście od człowieczeństwa, ponieważ osobę ludzką zaczyna przysłaniać „maska funkcji” – nieistotne, którą z nieskończoności wirtualnych „ofert” się wybierze.
Branicki pisze, że najbardziej uderzający wpływ na tożsamości kulturową człowieka ma wirtualność właśnie na poziomie „supermarketu kultury”. W Internecie istnieje możliwość łączenia z sobą sprzecznych wartości (ze względu na wielość „tożsamości”), uniemożliwiając tym samym poznanie „istoty” człowieka.
Proces wybierania czegokolwiek spośród dóbr kultury w sieci nie jest logiczny, ponieważ użytkownik często przegląda strony internetowe bez żadnego określonego porządku, żadnej kolejności; takowe eksperymentowanie rozwija relatywizm, elastyczność i otwartość, zamiast kształtować w konkret; w trakcie losowego przyjmowania informacji zanika granica pomiędzy tym, co dobre, a tym, co gorsze; często dochodzi do bezrefleksyjnego i zupełnie przypadkowego przyjmowania kulturowych osobliwości. Ponadto taki wybór nie zawsze jest świadomy i wolny; wielość opcji nie zwiększa wolności ich wybierania. Właściwych wyborów – jak stwierdza autor – dokonywać można, dopiero pojąwszy swoją własną istotę.

Podsumowując - autor stwierdza, że „supermarket kultury” nie może ująć tożsamości osobowej, może jedynie opisać podejście intelektualne. Tożsamość osobowa nie rozwija się poprzez wynajdowanie własnego "ja", lecz ten rozwój musi opierać się na hierarchicznym systemie wartości i musi pociągać za sobą twórczą relację miedzy człowiekiem a kulturą poprzez tworzenie przez człowieka dóbr materialnych, nie tylko na polu indywidualnym, ale i życiu społecznym.


Jakże mam ustosunkować się do słów przekazanych mi przez autora? Jak je ocenić? Sam jestem osobą, która poznała świat wirtualny, zderzyłem się z wieloma jego aspektami. Byłem świadkiem tworzenia masy tożsamości internetowej czy też takiemu losowemu wyborowi dóbr kultury z sieci. Niesie ze sobą to pewne zagrożenia, ale nie widziałbym tego wszystkiego w tak ciemnych barwach. Internet nie tylko niszczy, ale i tworzy. Czy zanikanie hierarchii jest aż tak mocno postępujące, jak twierdzi autor? Czy świat ten to tylko mylące nas odbicie i miejsce tylko odgrywania ról? Zapewne i takie rzeczy są obecne, ale to nie są jedyne; Internet może pomóc nam rozwinąć nam posiadaną już tożsamość kulturową. Masa profesjonalnych serwisów pozwoli nam rozwijać nasz artyzm, wystawiać nasze prace na publiczny pokaz, pozwoli wymienić się poglądami czy wiedzą z innymi użytkownikami. Choć moja ocena to nie tylko krytyka poglądów autora - podoba mi się jego filozoficzne podejście do aspektu tożsamości osobowej i rozbicie jej na czynniki pierwsze, jego wiedza i analityczne podejście; autor słusznie zauważa, opierając się na wnioskach różnych osób, relacje zachodzące w tym nierzeczywistym świecie. Przy tym jednak aż prosi się o odrobinę więcej pozytywnego nastawienia. Internet to nie tylko kicz i wypaczanie naszej relacji z kulturą, ale i jej rozwinięcie. Sam umieszczam swoje prace i rozmyślenia na sieci i uważam, że pomaga mi to się w pewnym stopniu rozwijać, a mój wybór informacji i dóbr nie jest taki losowy, swoją hierarchię wartości posiadam, toteż uważam, że artykuł do końca nie omawia tematu właśnie z braku tej pozytywnej sfery sieci. A może to ja się mylę i autor słusznie przestrzega przed zagrożeniami? A może obaj nie mamy racji i rozwiązanie znajduje się w zupełnym innym miejscu?
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- poniedziałek, 3 grudnia 2007 - 20:51:13 - Literatura, Wawel, Popularny - 14 -
Cudowna pobudka, pyszne śniadanie podane mi przez Ukochaną. Krótka podróż tramwajem i każde z nas odeszło swoją drogą. Ty, kochanie - do szkoły, ja - do domu. Nie widzieliśmy się parę godzin. Nastało południe i spacer po krakowskim Rynku, Plantach i Wawel. Jakże cudownie się rozmawiało, lekko i zupełnie, jak gdybyśmy z innego świata pochodzili. Pogoda londyńska - zimny wiatry, ogrzewające promienie słoneczne i ta wilgotność powietrza - dostosowała się do naszego nastroju. Dawno już nie mieliśmy takiej przechadzki. Wizyta w naszej ulubionej knajpie - ten pub przynosił zawsze tyle pozytywnej energii... przyniósł ją i dziś. Papieros i piwo dawno mi tak nie smakowały. Przed godziną 16 wybraliśmy się na wykład o twórczości Conrada. Żałuję bardzo, że odbył się w takim towarzystwie - jakichś zacofanych licealistów - i z moją niewiedzą na temat jego twórczości. Zazdroszczę Ci bardzo tej wiedzy. Prowadzący był człowiekiem niezwykle obeznanym w temacie i - w przeciwieństwie do znacznej części publiki - inteligentnym. Jego zakres wiadomości i umiejętności przysporzył mi pewną nutę zazdrości i kompleksu głęboko w sercu. Miał około trzydziestki, a znajomością literatury bił mnie niezaprzeczalnie. Chylę przed nim czoła, jak i przed Tobą, mój Księżycu. Chciałbym, aby taki ktoś jak on nauczał mnie, w dyskusji wznosił na nowe tory, segregował bałagan informacji w mojej głowie. Poloniści tacy jak on mają w sobie siłę. Masz i Ty ją teraz, Skarbie i wierzę, że po skończeniu swoich wymarzonych studiów będziesz tak jak on w osobach takich jak ja powodować szybsze bicie serca. A ja sam wezmę się za nadrabianie choć odrobiny dystansu, jaki mam do was obojga.
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- sobota, 27 października 2007 - 22:51:53 - Moje słowa dwa - 31 -
Dni jak z bajki stronic wyrwane. Jak zasłyszane w dzieciństwie opowieści, gdzie to biedna niewiasta ciemiężona przez złą do szpiku kości rodzinę odnajduje swojego księcia, który przybywa na białym koniu. Nie będę się tu rozwodził, czemu to zawsze jest dziewczyna bez pieniędzy i bogaty dziedzic tronu, a nie prosty mężczyzna bez grosza przy duszy i księżniczka opływająca w dobrobycie. Nie dziś jeszcze czas na psychologię, która wykorzystywana jest w tego typu opowiastkach.

Baśnie urzeczywistnione to nie sen. Marzenia, które na twoich oczach dokonują się, nie są cudem, o który dzień i noc modlisz się. Myślisz, że życie jest złe, a wszystko dookoła nie ma sensu? Zasługujesz na wielki kopniak w miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Kiedyś i ja zasługiwałem. Nie widzieć, że nasze życie, dzień codzienny, odbiciem naszego stanu psychiki jest - to wręcz głupota niepojętna. Tak, popłaczmy nad tym, jak zimno i ponuro, jak to nikt nas nie kocha... Siedzisz i cierpisz, a połóż się chociaż - będzie Ci, brachu/siostro, wygodniej. Łóżko nie wygodne dość? Trumna też dobra rzecz.

Otwierasz oczy i widzisz ukochaną, która przychodzi ze śniadaniem i znosi twój nie najlepszy humor. Obudziłeś się wyrwany z bardzo złych snów. Klatka piersiowa boli, odbierając przyjemność oddychania. Chcesz ponarzekać, lecz usta twe nie służą tylko do komunikowania się. Wiele innych funkcji pełnić mogą. I z jakim pożytkiem i przyjemnością się im oddają. Uśmiech na usta wraca niczym za oknem wstający dzień. Szybko i nieuniknienie. Taka jest już od zarania dziejów. Cieszysz się i oddajesz rzeczom przyjemnym i rozkosznym. Oczywiście, nie sam. We dwoje tak przecież dobrze jest... W samotności niewiele uzyskasz, nie porównasz z przeżyciami, jakie możesz doznać, gdy serca dwa jak jedno biją. Żyjemy nie po to, aby się rozmnożyć. Prokreacja też ważna rzecz, lecz istotne jest też, by życie minęło nam jak sen. By żyło nam się dobrze, by uśmiech nie znikał nam i nie tylko nam. Każda istota stworzona jest do szczęścia. Nie wierzysz? Z głupotą twoją mierzyć się nie będę. Toń w swych smutkach, znikaj w mroku, oddaj cześć, komu chcesz. Ja będę szczęśliwy, ty umieraj - jak wolisz.
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- piątek, 19 października 2007 - 06:35:59 - Ole Nydahl - 35 -
Ten dzień zbliżał się i uniknąć tego, co nastąpiło już, nie mogłem.

Pewien październikowy wtorek zaczął sie raczej bardzo niespodziewanie. Na początku nic nie zapowiadało tych wszystkich zdarzeń. Spokojnie sobie z Tobą siedzieliśmy u Ciebie w domu. Czułaś sie nie najlepiej, bolało Cię gardło... brałaś już od jakiegoś czasu antybiotyk wspomagany kulturami żywych bakterii - na nic się nie zdał. Po wizycie kontrolnej u lekarza dostajesz skierowanie do szpitala... Moje serce zaczyna bić szybciej... "Jak to do szpitala?" - myślę, nie dowierzając. Wybieramy się pod adres wskazany na skierowaniu i tam po dłuższej chwili lekarze decydują sie umieścić Cię w szpitalnym przybytku. Wyprawa na Nową Hutę, tam właśnie lądujesz w tej instytucji. Spędzamy razem parę chwil, ja muszę udać się do domu. Po drodze Twoi rodzice przypominają mi o wykładzie Ole Nydahla, zachodniego lamy buddyjskiego. Po konsultacji z Tobą postanawiam się tam jednak wybrać. Jakże mam nie iść, skoro Ty mnie o to prosisz?

W domu szybka kąpiel, po jakimś czasie znajduję się pod kinem "Kijów", gdzie owe nauczanie mistrza miało nastąpić. Zakup biletów i trochę czekania, dookoła masa ludzi, krakowskich buddystów, cieszą się, rozmawiają, a ja się trochę boję. Nie ma Cię przy mnie, to pierwsze takie buddyjskie spotkanie, na którym jestem pozbawiony Twojego towarzystwa. Wykład zaczyna się po godzinie 20, Ole okazuje się bardzo sympatycznym człowiekiem, trochę jak ty to określiłaś "zamulastym", ale wrażenie robi kolosalne. Dużo mówi, to fakt, tym swoim głosem, który może w normalnych warunkach by usypiał, ale nie, on powoduje, że człowiek wpada w trans i wsłuchuje się w każde słowo.
Ole w czasie wykładu podaje wiele informacji na temat buddyzmu jako takiego, jak i swojego życia. Nie obeszło się też bez ironicznych i zabawnych uwag na różnie tematy. Późniejszą część spotkania wypełniają odpowiedzi na pytania ludzi zgromadzonych, ja niestety nie odważyłem się takowego zadać. Po tej części nastąpiło coś, czego się nie spodziewałem. Ole mnie pobłogosławił (o co mnie tak bardzo prosiłaś), nadał mi imię i dostałem sznureczek. I tak oto otrzymałem buddyjskie Schronienie. Po tym nastąpiła medytacja... Przez ten czas Ole kazał myśleć o czymś dla nas najpiękniejszym. Ja myślałem o Tobie. Cała tę ceremonię dedykowałem Tobie i Twojemu szybkiemu powrotowi do zdrowia. Kino opuściłem bardzo pełen myśli i dziwnych odczuć, i mimo później pory (okolice godziny 1) nie czułem się senny. Czas powrotu do domy wypełniły smsy z Tobą. Dziękuję, że poprosiłaś mnie o uczestnictwo w tym spotkaniu. Bardzo Ci dziękuję.
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- niedziela, 7 października 2007 - 22:25:35 - Quad Felix, Faustum Fortunatumque Sit!!! - 13 -
Jeszcze trzy dni temu byłem pełen obaw dotyczących mojej przyszłości. Przyszłości czysto zawodowej, jeśli można tak to ująć. A priori - studia, przejście przez pierwszą rekrutacje, o czym przecież kiedyś wspominałem. I niestety - nie złożyłem wpisu na czas... Z tego powodu rzecz jasna usunięto mnie z listy studentów. Chwilowa radość i gorycz przykrej porażki. Porażki, jak się okazało chwilowej...
Druga rekrutacja przebiegła równie pomyślnie i tym razem nie było już niedopatrzeń i niemożliwości dokonania - a posteviori... Człowiek uczy się na błędach.

A priori - zbliża się piątek, 5 października - dzięki pomocy mojej ukochanej udaje mi się wyrwać z pracy na pierwsze zajęcia. Nic szczególnego. Spotkanie integracyjne, ludzie się przedstawiają. Dużo, jak się okazuje, osób spoza Krakowa, a jeśli już to NH. Sympatycznie. Zdecydowana przewaga dziewczyn nie daje się nie zauważyć. Decyduję się kandydować na przewodniczącego i przegrywam paroma głosami. A posteviori.

A priori - sobota, błądzenie po miasteczku studenckim w poszukiwaniu odpowiedniego budynku. W końcu tuż przed rozpoczęciem zajęć udaje mi się razem z przypadkową osobą dostać na salę, w której były wykłady z logiki. I tu pierwsze zaskoczenie: zamiast matematyki lingwistyka. Czyż aby to nie cudowne? Po wykładzie udajemy się do dla mnie tajemniczej A0. Po drodze podziwiam z poznaną rano koleżanką zbiory (głownie minerały i trochę kości) uczelni i ludzi prywatnych. Rozpoczyna się oficjalne rozpoczęcie roku akademickiego. Sala odrobinę pompatyczna, masa marmurów, masa obrazów. Ciut nie sale królewskie na Wawelu. Przepych pełną parą. Śpiewanie hymnu, przysięga, rozdanie indeksów i wykład. To nie moje pierwsze studia, ale niczego takiego wcześniej nie przeżyłem. Mimo że nie lubię jako tako takich wydarzeń, to zapadnie mi to głęboko w pamięci. Kolejne wykłady mijają bardzo szybko i tak oto kolejny dzień studenta na uczelni przeminął. A posteviori.

A priori. Niedziela i na początek fakultet, który wybrałem. Religie świata. Może być w przyszłości całkiem interesująco. Teraz było za dużo bałaganu i zbyt senna atmosfera. Ekonomia była następna. Spodziewałem się czegoś znacznie gorszego, na szczęście miła pani profesor - jak jak uprzednio wykładowca logiki - podeszła do wszystkiego jako humanistka, a nie technokrata... Ach, Phileo Sofia - cudowna nauka dla ludzi tego świata. Niestety, czas nie pozwolił na tym wykładzie rozwinąć skrzydeł prowadzącej. Może niepotrzebnie uznała, że nikt nie zna jej podstaw? A może rzeczywiście tak było? Bynajmniej dla mnie nihil novi. Ćwiczenia z ekonomii przypominały mi zajęcia z poprzedniej szkoły. Bardzo dużo dyskusji i wspólnych doświadczeń. Ja przecież nie lubię ekonomii, homo economicus nie jestem, a tak właśnie zostałem chociaż w żarcie nazwany. Pierwsze punkty do zaliczenia wylądowały na moim koncie. Czy to nie dziwne, że dostałem je akurat z przedmiotu, który wydawał mi się najbardziej odległy, mimo ze przecież ekonomia należy do nauk społecznych czyli humanistycznych...? A posteviori...

Wszystkim studentom i studentkom dedykuję te słowa:

Quad Felix, Faustum Fortunatumque Sit.

rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- środa, 26 września 2007 - 20:49:35 - I tak oto trzy lata minęły. - 46 -
I tak oto trzy lata minęły. Wczoraj jeszcze wylewałem morze łez, siedząc w samotności, w pokoju gdzieś w bloku mieszkalnym, na terenach zapomnianych przez Boga i ludzi, pokoju, w którym tak rzadko widywano śmiech. Mówiłem do pustych mego pokoju ścian... Dziś piję i śmieję się przy palącym się ogniu, w stolicy królów, w ruinach, które powodują dreszcz. Dziś planuję ślub i mieszkanie razem z przyszłą żoną, kochaną Luną. Księżycem, który rozjaśnia mi mrok.
Trzy lata temu, gdyby ktoś powiedział mi, że będę szczęśliwie zakochany, że moje życie wypełni miłość, która spowoduje, że nic innego dla mnie liczyć się nie będzie, zacząłbym się śmiać, śmiech politowania wypełniłby ciszę.
Minęło trzy lata - wiele miesięcy, dni, godzin, czy sekund, w których tak wiele się wydarzyło. Wiele nie tylko szczęśliwych chwil, lecz wiele błędów popełniłem w minionym czasie tym, wiele wątpliwości i strachu. Minęło... minęło. Wypijmy zdrowie czasu minionego, czasu już zapomnianego, przeżytego.. Zdrowie!!!
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- poniedziałek, 10 września 2007 - 12:43:00 - Cudowne trzy dni... - 66 -
Piątek przed godziną 16, zjawiasz się u mnie w domu. Jesz grzanki i opisujesz mi swój dzień w szkole, jak minął, co Cię dręczyło, co myśli pochłaniało. Oglądamy "Przypadek", film kiedyś tam polecony Ci przez Twojego polonistę jeszcze z czasów gimnazjum. Losy Witka granego przez Lindę wciągają nas i zmuszają do głębokich refleksji. Wychodzimy na spacer pod przykrywką udania się do sklepu. Tu już nie ukrywamy łez, Ty płaczesz i płaczę też ja. Padają przeprosiny, i zapewnienia. Wszystko między nami takie magiczne staje się. Wracamy tacy szczęśliwi do domu. Zaczynamy wsłuchiwać się w muzykę płynącą z komputera (głownie cudowna "Grawitacja" Steczkowskiej) i toniemy w objęciach. Piszesz też po mojej namowie do tego wspomnianego nauczyciela list. Noc mija nam w cudownym śnie, gdy nasze ciała leżą tak blisko siebie. W sobotę wybieramy się na chwilę do Ciebie i wracamy do mnie. Dochodzi do lekkiego zgrzytu, ale w noc udaje nam się zapomnieć o wszystkim. Sami w domu, przy muzyce Jeżozwierzowców usypiany, budząc się, co chwilę i komentując to, co śniło się nam. Nastaje ranek, spędzamy go dość upojnie, szczęśliwie. Odprowadzam Cię w końcu do domu, abyś mogła na koncert się wyszykować i zająć się Sobą. Rozmawiamy ze sobą na gg tak jak kiedyś, pełni radości, piszesz notkę i obrabiasz zdjęcia. Prosisz o moje komentarze, chcesz, abym był pierwszy, który tego dokona. W sielankowej atmosferze żegnamy się, a ja idę pod Twój dom, aby odprowadzić cię na koncert, na którym miałaś bawić się z koleżankami. Karma zdecydowała, że ja też tam razem z wami bawiłem się. Wracamy zmęczeni do domu, zjadasz przyrządzony przez mnie posiłek i zasypiamy przy rozmowach, z rana budzimy się, śniadanie, kąpiel i wyszykowani ruszamy na spotkanie kolejnego dnia.

Tak to był cudowny weekend. Klaudyno, z całego serca dziękuje Ci.
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- piątek, 17 sierpnia 2007 - 18:18:28 - List intymny - 10 -
Różne są koleje ludzkiego losu. Dziś śmiejesz się i na szczycie postawiona twoja stopa jest. Jutro z ran porażki musisz wylizać się. Prawo karmiczne doścignie każdego, co mu pisane, to, na co zasłużył, musi się stać. Przytrafiło się i mnie.

Ostatnie dni to piekło i raj, łzy i śmiech. Słowa raz odrzucą cię, spychają na margines, gdzie dogrywać możesz już, a potem znów wyciągają na piedestał.

Nie można zwycięstwem zachłysnąć się, to, co zesłał los, w każdej chwili można stracić. Nic nie znaczą zapewnienia, słowa w radości wypowiedziane... Dziś - "na zawsze"... jutro można usłyszeć: dość.

Ostatnie miesiące i nieustająca walka z wiatrakami... Krzyki, kłótnie, agresja, złość - wylewające się z ust. Chwilowa radość, chwilowy sen. To wszystko poprzeplatane, pojawiające się i znikające. Przeprosiny i zapewnienia, że dzis ostatni raz coś zdarzyło się, że teraz czas zmian; lecz wiatr nie przynosił ich. Dudniły w głowach, zalewały poprzez słowa nasz świat, lecz były tylko bladym odbiciem naszych serc, metafizyczną papką, której nie przyszło urodzić się i żyć. Misterna konstrukcja zaczęła się psuć, zgnielizna wdzierała się. Przegrywała z czasami, w których przyszło jej stać. Niezmienna, twarda i uparta - miała lśnić. Taki pomnik pychy i nieomylności to był. I tak jak za czasów rewolucji, gdy stary system padł i nowy rodził się, tak też ten pomnik runął. Runął i odsłonił nowy świat.

Rzeczywistość ta zupełnie inna jest, tu miejsca na pychę i bezgraniczny upór brak. Tu zrozumienie, wybaczanie i akceptacja pewnych spraw jest. Pielęgnacja i dyskusje po świt.
Nie ma miejsca dla krytyki, złości jad - wymiana poglądów jest. Realizacja planów i marzeń każdego z nas. Przykro patrzeć było na zepsucie, żal tych dni, zmarnowany czas, ale nic nie padło tak, by nie można było odbudować i wzmocnić, zmodernizować. Były potrzebne reformy, zaniedbano ich... Rewolucji nadszedł czas. Szcześliwym trafem nie zapóźno człowiek przejrzał na oczy. Nim popełnił ostateczny, nieodwracaly błąd, zawrócił ze ścieżki, którą szedł.

Dziś uśmiecham się, zakochany jestem, w żołądku na motyli brak narzekać nie mogę, miłość przepełnia mnie i w każdej mej komórce jest. Dziś wiem, że o to, co mam, muszę walczyć co dnia, co godzinę, co minutę, muszę z ręką na sercu dbać. Pielęgnować miłość trzeba nam. Jesteśmy razem jak za dawnych lat. Patrzymy sobie w oczy i wiemy, czym miłość jest. Otwarci na zmiany, na uczenie się, ma rozszerzanie poglądów. Zamykania na jedno w nas brak.

Kocham Cię, Klaudyno, Luno, hedonistko ma.
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- poniedziałek, 30 lipica 2007 - 11:40:17 - AGH - 8 -
No i stało się, jestem studentem AGH, było trochę lęku i obaw, ale już wszystko za mną... AGH i wydział socjologii staje przede mną otworem. Mam nadzieję, że go sobie nigdy nie zamknę i dzięki temu wytoczę drogę przez życie, może nie tyle wytoczę, co rozwinę - tę, po której teraz stąpam.
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- wtorek, 22 maja 2007 - 15:34:03 - ........... - 21 -
Twoje nerwy, krzyk, złość, którą emanujesz - to wszystko nieważne jest. Każdy z nas czasem zachowuje się jak z koszmarów sennych i rani wszystkich dookoła. Ciężko mi się siedzi tu w pracy, gdy wiem, że Ty za chwilę opuścisz mury szkoły i będziesz sama w domu... Tęsknię, ale wiem, że dziś i tak nie powinienem się u Ciebie zjawiać, nawet jak mój dzień w pracy zostanie skrócony. Potrzebujesz samotności, chwili sama ze sobą i z czynnościami, które zamierzasz wykonać. Nie będę zabierał Ci tych chwil. Odpocznij sobie od mojej jakże irytującej osoby, odpocznij i nabierz sił na jutrzejsze święto. Święto nas obojga, święto, które warte jest każdego cierpienia i ciężkich godzin... Ja wracam do piekła pracy, w głowie trzymając myśli o Tobie i nimi przepełniony zamierzam przetrwać ten czas. Do zobaczenia, Skarbie.
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- środa, 18 kwietnia 2007 - 15:02:05 - Wiosna - 23 -
Mamy kwiecień, wiosna już na dobre zawitała do Krakowa. Dni mamy coraz cieplejsze - słońce dodaje uroku średniowiecznym i późniejszym budowlom krakowskiego Starego Miasta. Nasycenie barw, ekspresja - to wszystko jest nie do osiągnięcia jesienią czy zimą. Tłumy ludzi na Rynku - turyści pożerający wzrokiem skarby polskiej sztuki i architektury, siedzący w wystawionych wreszcie ogródkach knajp, rozmawiający o wszystkim i o niczym przy piwie i jedzeniu. Wszyscy tacy pełni optymizmu i radości. Kraków budzi sie do życia po zimowym śnie. Widać to gołym okiem - nie trzeba o tym zbytnio rozmyślać - sezon powoli się rozpoczyna - niedługo turystów będzie jak mrówek w mrowisku - zostawią tysiące euro, dolarów czy tez innych walut w pubach, hotelach, muzeach, galeriach... Mam nadzieję, że wyjadą ze stolicy Małopolski z dobrym nastawieniem do naszego kraju, że nie spotkają się z elementami naszej rzeczywistości, za które mi ciągle wstyd - dresiarstem, rasizmem, przemocą, chamstwem itd...

Zbliża się parę bardzo ważnych w moim życiu wydarzeń - wydarzeń, które już odmieniły moje życie - życie, zaś to życie wraz z Krakowem budzi się i szykuje na najlepsze, które jeszcze przed nimi - i nie tylko przed nimi.
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

- poniedziałek, 2 kwietnia 2007 - 11:49:11 - Zakopane - 26 -
Pobudka po szóstej, szybka kąpiel - i wyruszam na Rynek, tam moje kochanie, gdy tylko mnie ujrzało, zaczęło biec w moją stronę. Razem, trzymając się za ręce, wybraliśmy się na Dworzec Główny. Góry, czy ja je naprawdę dzisiaj zobaczę? Jeździłem w różne rejony Polski, ale gór nie widziałem; bywałem w okolicy, ale samych skalnych szczytów na własne oczy nie ujrzałem. Czy aby dziś miałoby się spełnić kolejne z moich marzeń?
Spontaniczna decyzja o zmianie sposobu dojazdu... i nigdy więcej PKP; pociąg jechał wolno - ciągle to zawracał, a to stawał w małych miejscowościach... Nie że nie lubię jeździć tym środkiem lokomocji, ale ta podróż była bardzo męcząca. Po 5 dniach po 12 godzin w pracy (do godziny 24 w robocie, autobus do domu przed 1, z rana o 7 pobudka i znowu wyruszenie do pracy - nikomu tego nie życzę, ale cóż, życie!) byłem odrobinę wycieńczony - chociaż przynajmniej wreszcie się wyspałem. Po 3,5 godzinnej podróży, pociąg zatrzymał się na stacji Zakopane. Wyszliśmy z pociągu i moim oczom ukazały sie te skalne wytwory natury... piękne nie powiem. Cudowny spacer po Zakopanem, ulica Krupówki, zakupy, oscypki i wyprawa na Gubałówkę.
W połowie drogi legliśmy na polance i tak wpatrując się w te cuda natury, spędziliśmy jakiś czas. Masa zdjęć, i po chwili na trasie widokowej Zakopanego wybraliśmy się na szlak górski. Ten spacer na zawsze pozostanie mi w pamięci... Nasze imiona na powalonym pniaku, dziwna wanna robiąca za jakieś urządzenie - wyglądało makabrycznie i groteskowo; zbieganie po łące - śmiechy i wspólna radość.
Dziękuję Ci, skarbie, za te chwile, za taki cudowny prezent na nie. Dziękuję. Kocham Cię, Klaudyno.
rzeknij słowo swoje...
"nie rozdzieli nas swym przyciąganiem żadna z planet
ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem
grawitacja nie obejmie nas..."

/ do szablonu użyto za zgodą Dariusza Brańskiego jego obrazu /
/ kod xhtml 1.0, mozilla firefox, 1024x768, verdana [10pixeli] /
/ tylko i wyłącznie dla rain'a wykonała luna /
/ zainspirowane "grawitacją" steczkowskiej /